copywriting - czy pisać teksty próbne?

CZY PISAĆ TEKSTY PRÓBNE?

Jak podchodzić do próśb o napisanie tekstu próbnego? Wyceniać je (a jeśli tak, to jak?) czy pisać za darmo? Oferować samemu pisanie tekstów próbnych czy nie? O tym właśnie przeczytacie w dzisiejszym wpisie!

Niektórzy copywriterzy traktują teksty próbne jak przekleństwo. Zastanawiam się, czy są tak bardzo niepewni efektów swojej pracy, że boją się takiej próby… Jeżeli jesteś pewien, że wykonujesz kawał świetnej roboty, nie bój się tym pochwalić! Dla mnie teksty próbne są właśnie okazją do tego, by się pochwalić (tak, nie pokazać, a właśnie pochwalić się!) moimi możliwościami i dzięki nim zdobyć klienta.

PO CO KLIENT PROSI O TEKST PRÓBNY?

Z mojego doświadczenia wynika, że przeważnie o teksty próbne proszą klienci, którzy szukają copywritera do dłuższej współpracy. W ten sposób chcą sprawdzić potencjalnego współpracownika, zobaczyć, czy podoła on danemu zleceniu. Oczywiście, w tym celu teoretycznie mogą zagłębić się w jego portfolio, zapoznać z referencjami od innych klientów, ale… nie oszukujmy się, każdy uważa, że jego projekt jest jedyny w swoim rodzaju. To, że sprawdziłeś się w innych, nie oznacza, że dasz radę i w tym. Prośba o tekst próbny to po prostu taki egzamin wstępny! Potraktuj go jako okazję, by zdobyć ciekawe zlecenie, a nie jak karę za grzechy i próbę wydębienia darmowego tekstu.

CZY OFEROWAĆ SAMEMU PISANIE TEKSTÓW PRÓBNYCH?

Niekoniecznie, bo klient zapewne, jeżeli będzie czuł taką potrzebę, sam poprosi. Ja jednak, kiedy poszukuję klientów, zawsze zaznaczam, że mogę napisać tekst próbny. To dla nich taka furtka – „nie muszę od razu deklarować, że zaczynamy współpracę, mogę sprawdzić tę osobę, zanim podejmę jakąkolwiek decyzję”.

A CO Z WYCENĄ TEKSTU PRÓBNEGO?

Ja podchodzę do tego tak: proponuję, że jeśli tekst się spodoba, w związku z czym pójdzie do publikacji, biorę swoje określoną dla danego zlecenia stawkę, a jeśli nie – napisałam do do wglądu gratis. Wydaje mi się to uczciwie wobec klienta, bo po co ma płacić za coś, z czego nie skorzysta? Nie kryję, że jest to też moja metoda, by „złapać” klienta – w ten sposób ma on pewność, że skoro pieniądze wezmę tylko za zaakceptowany tekst, to dam z siebie wszystko i nie wcisnę mu byle czego.

Oczywiście, jeżeli tobie taka metoda się nie podoba, masz prawo za napisany tekst, czy pójdzie on do publikacji czy nie, żądać zapłaty. To też zrozumiałe – w końcu wykonałeś pracę, poświęciłeś swój czas, klient powinien to zrozumieć. Pamiętaj tylko, by dać z siebie wszystko, a jeśli klient zażąda poprawek, musisz je nanieść, to zawsze jest wliczone w cenę.

I jeszcze jedno – pamiętaj, by warunki, na jakich piszesz tekst próbny, ustalić na samym początku, aby uniknąć nieporozumień.

 

Jeżeli tekst ci się spodobał, przeczytaj też: